Z natury jestem ewangelistą. Jeśli jesteś moim przyjacielem, a ja naprawdę się czymś interesuję, na pewno o tym usłyszysz.

Ale kogo będę oszukiwał… Nie musisz mnie znać, żeby usłyszeć moją opinię. O tym, co lubię, opowiadam zupełnie nieznajomym i to na kilku blogach audio, w tym i na tym, gdzie publikuję felietony na temat moich doświadczeń z nagraniami.

Jako pisarz najlepiej czuję się, pisząc z pasją o tym, co odkrywam swoimi uszami. Zdaję sobie sprawę, że każdy z nas w branży hi-fi ma swoje zdanie, ale jako technik kontroli jakości w największym sklepie z używanymi produktami audio na świecie słyszałem… tysiące sztuk sprzętu audio. Nagrałem ponad 150 zespołów. Reprezentowałem marki na pokazach. Budowałem głośniki i wzmacniacze oraz sprzedawałem głośniki i wzmacniacze.

Kiedy więc firma REL poprosiła mnie w tym miesiącu o recenzję kabla wysokopoziomowego SpeakOn REL Bassline Blue, na początku byłem podekscytowany. Mój system referencyjny jest obecnie tak dobry, że różnice w kablach są zazwyczaj wyraźne. Ale potem dopadła mnie niepewność – recenzje kabli mogą być na początku trudne, a w tym przypadku cały obszar badań to jedna oktawa, co najwyżej dwie.

Od lat korzystam z subwooferów REL, zawsze podłączając je przez wejście wysokopoziomowe, bezpośrednio do wzmacniaczy, za pomocą kabla SpeakOn (ty też powinieneś tak zrobić, jeśli to możliwe). To dobry kabel, ale jak się przekonałem w trakcie tego procesu, nie jest to ostatnie słowo na temat podłączenia subwoofera REL przez łącze wysokopoziomowe.

Przyjrzyjmy się więc Bassline Blue, kablowi SpeakOn własnej konstrukcji REL-a. Mój kabel do recenzji przyszedł pocztą szybko, i zainstalowałem ten niebieski kabel błyskawicznie i bez problemów. Pomyślałem, że pozwolę mu trochę pograć, zanim zacznę słuchać muzyki na poważnie.

Kabel zbudowany jest z bardzo dobrej miedzi i ma ciekawy układ przewodników. Najlepiej opowie do jego budowie sam REL, więc wstawię tylko link.

Po tygodniu lub dwóch przyszedł czas, aby naprawdę przejść do odsłuchów, więc wybrałem nowy album jednego z moich ulubionych młodych basistów, Bubby’ego Lewisa. Jest on wschodzącą gwiazdą, cudownym dzieckiem i zadziwiającym wirtuozem. To fascynujący kompozytor o wyjątkowym wyczuciu, które widać na całym albumie „Hero Dynasty”, który wydał w sierpniu.

Bubby jest także idealnym materiałem do testowania tego, jak dobry może być kabel subwoofera, ponieważ brzmienie jego 5-6- i 7-strunowych basów podkreślane jest przez jego wyraziste, oszałamiające skale i arpeggia. W jego różnych dźwiękach zawsze występuje element wysokich częstotliwości i stanów przejściowych o pełnym spektrum, które pomagają usłyszeć wszystkie nuty, które gra.

Wykorzystując jego utwory „All Things” i „Blossom Planet” z albumu „Hero Dynasty”, ze zdumieniem usłyszałem, jakie zmiany wnosi ten kabel w połączeniu z moim REL T-9i. Standardowy kabel brzmi przy nim martwo i tak, jakby go nie było.

Barwa, głębia, szybkość – wszystko to ma wpływ na wytworzenie czegoś, co Twoje ucho szybko rozpozna jako „właściwe”. Co mogę powiedzieć o Blue? Jego kolorystyka niesamowicie mnie zachwyciła.

Podsumowanie

Jeśli to czytasz, czyli jesteś na stronie internetowej REL-a, prawdopodobnie wystawiłeś na próbę pochwały i pozytywne recenzje i zainwestowałeś w subwoofer dla audiofilów. Jeśli jesteś tutaj w dosłownym tego słowa znaczeniu, na tej stronie i czytasz te słowa, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zatrzymałeś ten produkt i uważasz, że to była dobra inwestycja. Jesteś fanem.

Nie ma zbyt wielu poprawek, które można zaaplikować do subwoofera. To, być może, kabel zasilający i kabel sygnałowy – co jeszcze mogłoby to być? To nie jest niekończąca się pogoń za osiągnięciem czegoś więcej. Jest to po prostu próba idealnego dopasowania do precyzyjnie wykonanego instrumentu, a dla właściciela REL, który łączy się za pośrednictwem kabla wysokopoziomowego (to powinno dotyczyć prawie wszystkich!), nie powinno to stanowić problemu.

REL Bassline Blue, podłączony do subwooferów REL w prawidłowo skonfigurowanym systemie, otrzymuje pozytywną ocenę i dodatkową złotą gwiazdkę za pasję, jaką wywołał w piszącym te słowa.

– Duncan Taylor, gościnny autor bloga